Czym jest i dlaczego w ogóle miałbym ją praktykować?
Za co mam być wdzięczny? To były jedne z pierwszych pytań, które pojawiły się w mojej głowie, gdy po raz pierwszy usłyszałem, że warto praktykować wdzięczność i że dzięki temu można poczuć się lepiej. Kiedy sprawdziłem, jak wygląda taka praktyka, uznałem, że to jakiś bezsens. Mam dziękować za wodę, za jedzenie, za to, że mam ręce i nogi? Przecież to podstawowe rzeczy, które zawsze miałem i które były dla mnie oczywiste.
Ja chciałem więcej. Więcej pieniędzy, więcej radości, lepszą pracę, lepsze życie. Po co mam doceniać to, co mam cały czas pod ręką?
Moment zmiany perspektywy
Dopiero gdy zacząłem regularnie praktykować wdzięczność, zrozumiałem, jak ważnym elementem dnia może ona być. Po pierwsze, uświadomiłem sobie coś bardzo prostego, a jednocześnie bardzo niewygodnego. Większość ludzi na świecie żyje gorzej lub znacznie gorzej ode mnie.
Średnio zarabiający Polak globalnie żyje lepiej niż około 7 na 10 ludzi na świecie. Dostęp do jedzenia, czystej wody, opieki zdrowotnej, edukacji i względnego bezpieczeństwa, który w Polsce traktujemy jako coś normalnego, dla większości świata jest przywilejem. Na świecie miliony ludzi codziennie chodzą po wodę kilka kilometrów. Miliony dzieci kładą się spać głodne. Miliony osób żyją w krajach dotkniętych wojną, przemocą i brakiem podstawowego bezpieczeństwa. Ogromna liczba ludzi zmaga się z niepełnosprawnością, chorobą lub ograniczeniami, które realnie utrudniają im codzienne funkcjonowanie.
Czy cieszę się, że tak jest? W żadnym wypadku. Ale jestem wdzięczny za to, że ja mogę się najeść do syta, że mogę pić czystą wodę, że mam dostęp do komunikacji i nie muszę pokonywać kilometrów pieszo, że mam sprawne nogi i ręce, wzrok i ciało, które działa tak, jak trzeba. Wiem, że równie dobrze mógłbym urodzić się w zupełnie innym miejscu i mieć zupełnie inne życie. A jednak mam to, co mam. I to nie jest oczywiste.
Lekcja z życia, która została ze mną na długo
Jest też jedna konkretna sytuacja, która bardzo mocno zapisała mi się w głowie i regularnie do mnie wraca.
Pamiętam dzień, kiedy jechałem do pracy na rowerze. Pogoda nie do końca mi odpowiadała. Sama myśl o pracy tego dnia też nie była dla mnie przyjemna. Od rana już narzekałem w głowie, że będzie ciężko, że to kolejny taki dzień, że znowu coś mi nie pasuje. Jechałem i byłem zwyczajnie niezadowolony.
W pewnym momencie, mijając szpital, zobaczyłem kobietę na wózku inwalidzkim, która wyjeżdżała na zewnątrz. Była uśmiechnięta. Wyraźnie szczęśliwa. Nie znam jej historii, nie wiem, z czym się zmagała, ale ten obraz uderzył mnie z ogromną siłą.
W jednej sekundzie dotarło do mnie, że ja – zdrowy, sprawny, jadący na rowerze do pracy – narzekam na swoje życie, a ona, nie mogąc chodzić, potrafi się uśmiechać i cieszyć chwilą. Narracja w mojej głowie zmieniła się natychmiast. Zrozumiałem, jak bardzo dużo mam i jak często tego nie widzę. Moje problemy w porównaniu z jej sytuacją wydały mi się jak Mont Everest i Śnieżka. A mimo to ona potrafiła być szczęśliwa.
To była bardzo mocna lekcja. I jedna z tych, które zostają z człowiekiem na długo. Od tamtej pory dużo częściej łapię się na tym, że zamiast narzekać, przypominam sobie, jak wiele rzeczy w moim życiu po prostu działa.
Co realnie daje praktykowanie wdzięczności?
Badania pokazują, że regularna praktyka wdzięczności obniża poziom stresu i kortyzolu, poprawia jakość snu, zmniejsza objawy lęku i depresji, zwiększa ogólne poczucie satysfakcji z życia oraz wzmacnia relacje i empatię. Ale to są tylko suche fakty.
W praktyce wygląda to dużo prościej. Osoby, które praktykują wdzięczność, częściej zauważają drobne rzeczy, które wcześniej były niewidzialne. Łatwiej im zakończyć dzień bez ciągłego analizowania tego, co poszło nie tak. Szybciej wracają do równowagi po trudnych sytuacjach i rzadziej noszą w sobie napięcie przez cały dzień.
Wdzięczność pomaga wyjść z trybu ciągłego braku. Zamiast stale myśleć o tym, czego jeszcze nie ma, zaczynasz zauważać to, co już działa. W codziennym życiu oznacza to, że łatwiej zasypiasz, masz więcej cierpliwości do ludzi, rzadziej porównujesz się z innymi i częściej czujesz, że jest okej tu i teraz.
Według badań prowadzonych m.in. przez Uniwersytet Harvarda osoby praktykujące wdzięczność regularnie odczuwają wyższy poziom szczęścia nawet o 20–25%. Wdzięczność nie sprawia, że życie staje się idealne. Sprawia, że przestaje być nieustanną walką o więcej.
Jak ja praktykuję wdzięczność
Zawsze przed pójściem spać wymieniam w głowie minimum pięć rzeczy, za które jestem wdzięczny. Czasami jest ich dziesięć, piętnaście, a nawet dwadzieścia. Jeśli zaczynasz, możesz zacząć od trzech i stopniowo zwiększać tę liczbę.
Na początku możesz czuć, że to bezsens. Ja też tak czułem. Z czasem jednak coś „klika”. Pojawia się więcej spokoju, więcej życzliwości wobec siebie i większe zrozumienie dla świata.
Za co jestem wdzięczny? Za proste rzeczy. Za wodę i jedzenie. Za to, że mogę spać w wygodnym łóżku. Za rodzinę, z którą mogę spotkać się w każdej chwili. Za to, że mogę biegać, śmiać się i ponosić porażki, po których wiem, jak wrócić na dobre tory, bo stają się dla mnie drogowskazem. Za to, że zjadłem dziś śniadanie. Za dostęp do wiedzy, dzięki której staję się lepszym człowiekiem dla samego siebie i dla ludzi wokół mnie.
To są proste rzeczy, ale to one budują codzienne poczucie stabilności i sensu.
Ja robię to w myślach, ale możesz też zapisywać te rzeczy w notesie lub dzienniku, jeśli taka forma jest Ci bliższa.
Podsumowanie
Wdzięczność nie zatrzymuje rozwoju. Ona tylko sprawia, że przestajesz żyć w ciągłym poczuciu braku. I to jest jedna z najprostszych, a jednocześnie najpotężniejszych praktyk, jakie znam. Nie chodzi o wielkie zmiany ani rewolucje w życiu, ale o krótką, codzienną chwilę zatrzymania.
Praktyka wdzięczności polegająca na wymienieniu pięciu rzeczy zajmuje 1–2 minuty dziennie, a może realnie poprawić poziom szczęścia i codziennego samopoczucia. Spróbuj. To naprawdę tylko chwila.

